19 maja 2018, 11:57 Komentuj (1)

"Jezu, ufam Tobie.", " Jezu, Ty się tym zajmij."

Ile razy wypowiadałam te słowa.
Tylko On ma moc sprawczą aby ruszyć wszechświat.

Zaraz zaczynam pracę moich marzeń, aż się boję mówić o tym głośno... Sama nie wiem jak to się stało, że tak potoczyły się moje losy. Nie wiem. Nie mam pojęcia... Wszystko pozostawiłam ufnie Bogu, choć czasami jest mi zwyczajnie przykro gdy patrzę na moje życie wstecz. Mimo wszystko mam wiele, wiem, że przy mnie jest choć nie zawsze to czuję.

Pierwszy raz od kiedy urodziło się moje dziecko wyjechałam sama. Niby kilkanaście dni, ale miałam w sobie niepokój jak to moje małe sobie poradzi bez mojej obecności. Jest już duży i został z tatą więc problemu praktycznie nie ma. Rozmawiamy na Skype.

Siedzimy u niej. Ostatni raz byłam tutaj 3 lata temu. Przypomniałam sobie dlaczego nie lubię latać samolotem. Zmiany ciśnienia nie działają na mnie korzystnie. Nie jest źle, jakoś się dogadujemy. Wczoraj wpadłam w płacz. Walka z nowotworem nie jest zakończona. Cały czas siedzi w jej głowie. Na razie mamy czekać, za jakiś czas znów rezonans. Operacja niesie ze sobą duże ryzyko. Bez operacji? Może być to samo. Najbardziej boi się, że zostanie warzywem... Część guza otacza główną tętnicę. Inna część niedaleko obszaru odpowiadającego za funkcje życiowe. Chemia nie zadziała. W tych miejscach niezalecana jest radioterapia. Próbujemy alternatyw bo co nam pozostało?

Chciałabym mieć własny kąt. Swój ogródek. Nawet jeśli by był mały. 8-10 arów by mi wystarczyło. Dom nawet 100metrowy... Chciałabym po prostu czuć się jak u siebie a nie wiecznie jak intruz... :(



01 maja 2018, 22:11 Komentuj (2)

Nie bylo mnie tutaj wieki.
Nie uciekne od tego nawet gdybym chciala. Po prostu potrzebuje pisac.

Ostatnie miesiace byly pelne zawirowan.
Jak to w zyciu raz na wozie a raz pod wozem.
Nie mam w zyciu zludzen z drugiej strony mam wrazdbie, ze wiele rzeczy jest niezaleznych i zaleznych od nas samych. Czasami to kwestia nastawienia.

28 grudnia 2017, 12:57 Komentuj (2)

Druga śmierć w rodzinie.
Druga w ciągu miesiąca.
Bolesne, ale trochę to lżejsze gdy odchodzi wiekowa osoba.
Taka, która już całe życie ma za sobą.

5lat temu chodząc po korytarzu pulmonologi, onkologii widziałam ludzi, których za parę chwil nie było.
Tych, ktorych pokochałam, którzy byli najbliźsi mojemu mężowi
Straciliśmy. Teraz powtórka z rozrywki...
Widzę kogoś kogo kocham kto wygrał walkę z rakiem,
Ale przegrał pelnosprawnosc.
Na tej samej sali dwie panie z guzami.
Jedna z wyrokiem - glejak wielopostaciowy.


Ciezko.

27 grudnia 2017, 01:11 Komentuj (1)

Patrzę na moje śpiące dziecko i dziękuję Bogu, że jest zdrowe.
Wokół tyle cierpienia, że samą mnie w środku ogarnia strach.
Strach, że ten cholerny rak zbliża sie coraz bardziej.

Gdybym mogła wybrać jak umrzeć
To chciałabym mieć te 70, może 80lat i po prostu zasnąć.
Odejść bez bólu w ciszy, ale nie w samotności.

Nie mogę spać.
Człowiek napatrzy się na te wszystkie choroby, na ludzi zbesztanych przez życie.
Momentami czuję się jak wrak emocjonalny.
Ile jeszcze przetrwam?
Nie mam nawet 30lat a już tak wiele przeżyłam.
Czasami boję się przyszłości.
Nie wiem co czeka za drzwiami.
Jedna wielka niewiadoma.

Chciałabym by wszystko bylo w porządku.
Czasami w głowie budzi sie zazdrość o własny kąt (nie stać mnie jak i wielu ludzi na kredyt) czy o dobrą pracę.
Zycie dziwnie się układa.
Mam wrażenie, że nie ma co planować bo zycie weryfikuje wszystkie plany.
Często boleśnie.

16 grudnia 2017, 23:50 Komentuj (1)

Często budzę się w nocy i mam wrażenie, że to jakiś zły sen
Coś w rodzaju Matrixa.
Że to wszystko tylko moje chore wyobrażenia...

12 grudnia 2017, 15:46 Komentuj (0)

Ostatni tydzień był ciężki.
Nagle widzieć człowieka po cięzkiej operacji jest szokiem.
Widać ubytki, widać to, co trzeba było stracić by żyć.
Karmić, myć, opatrywać rany.
Dobrze, że nie wszystko to na mojej głowie. Panie pielęgniarki różne.
Salowe przekochane - one odwalają najtrudniejszą robotę.
Jestem wdzięczna, że jest.
Że żyje.
Ciężko było samej to ogarniać, ale już mama mi pomaga.


Babce dziś powiedzieliśmy co się z nią działo.
Reakcja taka jakiej się spodziewałam.
Biadolenie jaka to ona jest nieszczęśliwa.
A kto tu naprawdę jest nieszczęśliwy?
Na pewno nie babka bo to nie ona ma niedowład.
Idiotka.

06 grudnia 2017, 22:17 Komentuj (0)

Lekarz wyszedł z bloku operacyjnego.
Złapałam go w biegu.
Dość niespodziewanie.
Odpowiedział zwięźle i na temat.
Później wyszedł drugi.
Tu padło więcej słów, więcej analiz.
Wiecej prawdopodobieństw i możliwych konsekwencji operacji.
"To była trudna operacja".
Operowal ja jeden z najlepszych neurochirurgów w Polsce.

Wyjechała z bloku.
Jeszcze z rurką wgardle.
Emocje opadły. Wyglądała dobrze.

Noc była dla mnie ciężka.
Co będzie?


Dziś dostalam wiadomość, że juz sie wybudzila.
Przyjechalam.
Obrzęk wielki.
I wielki krwiak.
Poznala mnie. Chwile rozmawialiśmy.
Wyszlam.
Rozplakalam sie. Czulam sie okropnie.
Tak jakbym pękła na milion kawałków niczym rzucone lustro na podłogę.

Wrocilam na czas obiadu.
Nakarmilam.
Napoilam
Jak wlasne dziecko.
Wrocilam znów by nakarmić ją kolacją.
Zmęczona, obolala, ale moja.
Bardzo ją kocham.

Porazenie prawej strony.
Daj Boże by tylko to.
Rusza konczynami.
Zyje.
Jest obok.
Oby tylko oko cale...

Nie kazdy mial tyle sZczęścia.
Mężczyzna obok.
Przyszedl na zalatanie dziury w żyle aby móc widziec znow lewym okiem.
Po operacji niedowlad lewej strony ciala.
Daj Boze i jemu zdrowia... i sil.


Czlowiek gdy kocha drugą osobę czy to rodzic, rodzenstwo, dziecko czy ktos inny bliski jest w stanie zniesc wszystko.
Wszystko dla dobra.drugieh osoby.

Nigdy nie przypuszczalam, że będę tak silna.

05 grudnia 2017, 22:28 Komentuj (1)

Szpital.
Godzina zero nadeszła.
Strach sięgał zenitu, ale jedno wiedziałam napewno.
Wszystko w rękach Boga.
Czas pod blokiem operacyjnym dłużył się tak
Jakby to wszystko naginalo czasoprzestrzen.
P. miał dyzur. Dał mi leki na uspokojenie. Duzo rozmawialiśmy.
Przyjaciele to skarb.
Bylam sama.
Rodzice chorzy.

Najdluzsze 5godzin w moim życiu.
Kocham Cię.
Mam nadzieję, że będzie wszystko na swoim miejscu.
Śpisz wciąż w śpiączce farmakologicznej...


W nocy zmarła ciotka M.B.
Nie było szans...
Tu scenariusz musi być inny.

24 listopada 2017, 00:16 Komentuj (2)

Nieszczęścia chodzą parami.
To, że ona ma guza mózgu wiemy od miesiąca.
Babka ma tętniaka na mózgu - wiemy od września.
Siostra babki miała tętniaka.
Dowiedzieliśmy sie tydzień temu.
Pękł.
Ratowali życie.
40% mózgu nie funkcjonuje.......

Dziecko dało mi w kość.
Bunt dziecięcy jest straszny, ale nie tak jak ta śmierć i niewiadoma, które czyhają za rogiem...

12 listopada 2017, 20:43 Komentuj (2)

Depresja od jakiegoś czasu utrzymuje się.
Podejrzewam, że mimo zmiany leków znów mój organizm żyje własnym życiem.
Albo...
Może to jesienne przesilenie.
Przychodzą te szaro bure brudne mokre dni.
Takich dni nie powinno być w kalendarzu.

Ten rok nie kończy się zbyt dobrze.
Teoretycznie miał być lepszy niż poprzedni.
Kilka z postanowień na 2017 rok zrealizowanych.
Powinnam się cieszyć.

W moim sercu jest jakaś straszna dziura
Nie mogę jej wypełnić.
Takie poczucie braku czegoś o czym sama nie wiem.

Staram się spełnić marzenia.
Wskoczyć na pół etatu do miejsca,
W którym zawsze chciałam pracować.
Czas pokazać się z najlepszej strony.

Mam wrażenie, że nasze małżeństwo zdziadziało.
Na wielu płaszczyznach.
Chyba znów potrzebujemy wakacji.
Coś nas tu dławi.
Coś jest nie tak.
Tęsknię za tymi chwilami gdy godzinami bez słów wpatrywaliśmy się w swoje oczy.
W tle leciał Lady Pank a czas jakby się zatrzymał....

Chyba znów wrócę do rysowania.
Cholernie mi tego brakuje.

archiwum

  • 2018

  • maj
  • kwiecień
  • marzec
  • luty
  • styczeń
  • 2017

  • grudzień
  • listopad
  • październik
  • wrzesień
  • kategorie

    linki

    © 2003-2007 copyright ownlog.com